- Naucz swojego kota, że mój pokój nie należy do niego.- warknął blondyn siadając na przeciwko Evelyn podczas śniadania. Uniosła jedną brew i uśmiechnęła się drwiąco.
- Od momentu kiedy poszedł do ciebie nie słyszałam jęków, Malfoy. Jesteś tego pewny? Najwyraźniej odgania twoje koszmary. Poza tym... Nie mogę mu rozkazywać, skarbie. To kot, one chodzą własnymi ścieżkami.
- To zamykaj drzwi!
- Ty też możesz to zrobić...- uśmiechnęła się łobuzersko.
- Jesteś niesamowicie nieznośna.
- Cieszę się, że zauważyłeś po tylu latach...- powiedziała cicho nachylając się na nim.- Nott, zaczęłam się wczoraj zastanawiać gdzie cię wywiało.- dodała nie odrywając wzroku od szarych oczu chłopaka, czując jednak, że ich przyjaciel zajmuje miejsce obok niej. Mierzyli się z Malfoy'em spojrzeniem, jakby walczyli o to, kto pierwszy odwróci wzrok. Jednak żadne nie miało zamiaru tego zrobić.
- Musiałem zostać dzień dłużej. Coś mnie ominęło?- spytał Nott nalewając sobie soku dyniowego do pucharu.
- Oh, zupełnie nic.
- Dzisiaj po południu mamy trening, White.- warknął Draco nadal nie spuszczając z niej wzroku. On nawet nie mrugał, wpatrując się w nią ze złością. Ugryzła kawałek tosta i oblizała wargi.
- Oczywiście, kapitanie...- szepnęła cicho.
- Robisz to specjalnie?
- Ale co takiego?
W końcu odwróciła wzrok na kolejne osoby, które do nich dołączyły. Pansy i Dafne siadły z boku, zupełnie nie zwracając uwagi na napięcie jakie narodziło się między nią a blondynem, Blaise siadł po jego prawej stronie od razu rzucając się na jedzenie, a Astoria po prawej, mierząc blondynkę nienawistnym spojrzeniem.
- Skarbie, nie gap się tak na mnie, bo ci gałki oczne wypłyną...- powiedziała Evelyn do młodszej siostry Dafne, nawet nie racząc jej jednym spojrzeniem. Dziewczyna zmiażdżyła w ręce trzymaną szklankę, a krew zaczęła spływać na podłogę.
- Cholera! Patrz co robisz!- krzyknął Draco odskakując od niej i czyszcząc szatę, na którą spłynęło kilka kropel.
- Oh, Malfoy, czyżby szata ci się ubrudziła? Ciesz się, że krew jest czysta...- zaśmiała się z pogardą Evelyn i wstała z miejsca.
- Suka jednak z ciebie...- wysyczał w jej kierunku.
- A z ciebie dupek. Widzisz, tworzymy idealny duet.- odpyskowała i wyszła z sali, zostawiając resztę zaśmiewających się z tej sytuacji. Kiedy miała przekroczyć próg sali, ktoś na nią wpadł, co wywołało niemały atak furii.
- Masz jakiś problem, Granger? Co chwila na mnie wpadasz...- zawarczała groźnie, mierząc Gryfonkę wściekłym spojrzeniem.
- Nie, przepraszam...- wydukała dziewczyna. Dziwne, bo nigdy aż tak nie zareagowała na przytyki Ślizgonów. Szczególnie, że teraz była Prefektem. Jednak Evelyn przerażała wszystkich. To chyba dlatego, że była nieprzewidywalna i nikt jej nie znał. Po innych wiedzieli czego się spodziewać, ale ona...
- Następnym razem, wleź w ścianę, Szlamo...- warknęła mijając ją w drzwiach z odrazą wymalowaną na twarzy i ruszyła w kierunku nowego dormitorium. Zatrzasnęła za sobą drzwi i jednym machnięciem różdżki zrzuciła z półek wszystkie książki i szklane przedmioty, które potłukły się w drobny mak. Jej kot zacharczał wystraszony i schował się pod łóżko. Wyciszyła pokój i krzyknęła tak głośno, że zabrakło jej tchu, a w gardle poczuła nieprzyjemny ból. Jej życie było tak popieprzone, że nie była w stanie tego opisać. Uderzyła dłonią o ścianę, co poskutkowało rozciętą skórą i krwią powoli spływającą po białej skórze.
- Cholera...- warknęła i weszła do łazienki, żeby obmyć ranę. Kiedy zobaczyła, że drzwi do pomieszczenia obok się otwierają, wróciła do siebie, zatrzaskując drzwi z całym impetem i sprzątając przy okazji pokój.
~*~
Siedziała przy jednej z ławek, sama chociaż podejrzewała, że sporo osób, chce być z nią w parze na eliksirach, z których była wyjątkowo dobra. Nikt się jednak nie odważył, a Pansy z Dafne już od dawna tworzyły duet. Kiedy drzwi się otworzyły i Blaise z Teodorem i Draco wpadli spóźnieni, rozpoczęła się walka o to, który do końca roku będzie obok niej siedział. Nie spojrzała na zwycięzcę. Wiedziała kto to był.
- Fantastycznie, panowie. Skoro już podjęliście decyzję jak będziecie siedzieć do końca roku, to może przejdę do lekcji.- powiedział profesor Slughorn. Blondynka odgarnęła włosy za ucho, odsłaniając smukłą szyję co podziałało na niego jak afrodyzjak. Pokręcił głową i wlepił wzrok w nauczyciela.
- Problemy w raju, White?- wysyczał nagle, gdy profesor tłumaczył im jak przygotować Wywar Żywej Śmierci. Odwróciła w jego kierunku wzrok i przygryzła dolną wargę.
- Jakby ci to wyjaśnić, żebyś zrozumiał...- nachyliła się w jego stronę i popatrzyła na jego dłoń, ułożoną na blacie.- Nie twój, zasrany, interes, Malfoy.- uśmiechnęła się kpiarsko i wyprostowała.- Teraz będziesz moją zmorą do końca roku?
- Siedzę tu tylko dlatego, że jesteś dobra. A mi eliksiry idą opornie.
- Oh, jestem wzruszona twoim wyznaniem... Cieszę się, że tak doceniasz moje umiejętności.
- Wykorzystuję cię tylko do własnych celów.
- Milusi jesteś, Malfoy.
- ...komu się to uda, otrzyma jedną fiolkę Eliksiru Płynnego Szczęścia... Powodzenia.- dziewczyna podniosła się z miejsca i ruszyła w stronę składników.
- Wygraj to...- powiedział Draco, łapiąc ją za łokieć i odwracając w swoim kierunku.- Jesteś jedyną osobą w tej sali, która wie jak to zrobić.
- I co, mam ci oddać nagrodę?- warknęła odchodząc od niego i zabierając się do pracy.
Po godzinie, jako jedna z nielicznych, stała w nienaruszonym stanie nad swoim kociołkiem.
- Oh, widzę że z pani mistrzyni eliksirów, panno White. Doskonały wywar, gratuluję...- powiedział nauczyciel odchodząc do innych. Kiedy skończył obchodzić klasę, wyszedł na środek z zakłopotaną miną.- Nie spodziewałem się aż dwóch tak idealnych wywarów. Na Merlina, nigdy się to nie zdarzyło, a fiolka jest tylko jedna...
Blondynka już chciała się odezwać, że Potter może ją sobie zabrać. Chciała wkurzyć Malfoy'a, wiedząc że zrobiłby wszystko, żeby zdobyć ten eliksir. Jednak Wybraniec ją ubiegł.
- Niech Evelyn go weźmie...- powiedział.
- Oh, bardzo ładne zachowanie panie Potter. Gratuluję panno White.- uśmiechnęła się pod nosem biorąc do ręki małą fiolkę. Draco spiorunował ją wzrokiem, rzucanym spod zmierzwionych włosów.
- Uczesz się...- warknęła, mijając go w drodze do drzwi.- Ej, Potter!- krzyknęła doganiając czarnowłosego na korytarzu.- Dlaczego?
- Cóż... Powiedzmy, że moje maniery nie pozwoliły mi walczyć o ten eliksir. Jakim cudem tak świetnie ci poszło?
- Mogłabym ci zadać to samo pytanie...
- Ale to ja je zadałem pierwszy.- warknął.
- Miałam dobrego nauczyciela. Nazywał siebie Księciem Półkrwi...- powiedziała zerkając na książkę, którą trzymał w dłoni.- Masz szczęście, że oddałeś mi wygraną, Wybrańcu. Inaczej musiałabym powiedzieć, że oszukiwałeś...- warknęła unosząc brwi i odchodząc pewnym siebie krokiem.
~*~
Stali oparci o miotły i obserwowali jak Draco mówi coś do kandydatów do drużyny. Ze starego składu zostali tylko oni i Zabini, który teraz naśmiewał się z przyjaciela i tego jak władczo się zachowywał.
- Patrz no... Niedługo, do transportu swojego ego, będzie musiał smoków używać.- zaśmiał się czarnoskóry, na co dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- Nie wiedziałam, że młodsza Greengrass gra.
- Cóż, jej platoniczna miłość do Malfoy'a ma chyba na to ogromny wpływ. Dafne wspominała, że przez całe lato trenowała przed domem.
Blondynka wybuchnęła głośnym śmiechem. Zebrała włosy w wysokiego kucyka i chwyciła do ręki pałkę, która była jej rekwizytem.
- Nie pozwól, żeby któryś z tłuczków mnie trafił.
- Zabini, nic nie pogorszy twojego stanu...- zaśmiała się, siadając na miotle.
- A co z moją twarzą?!
- I tak będzie wyglądała lepiej niż teraz!
Podleciała na górę, mając za zadanie pilnować kandydatów. Wszyscy zaczęli latać, podawać kafla bronić obręczy, a tłuczek, jeden, który wypuścili na boisko, atakował kolejno wszystkich uczestników. Evelyn starała się odbić go przed uderzeniem w nich, jednak musiała dać się popisać uczestnikom testu. W końcu zwisła na górze, puszczając miotę i prostując się, uważnie oceniając każdego z osobna oraz to jak im szła gra w zespole. Nagle usłyszała krzyk z ziemi i uderzenie w głowę, po czym spadła na ziemię. Leżała dłuższą chwilę z zamkniętymi oczami, po czym otworzyła je i spojrzała w stalowe tęczówki Malfoy'a. Mogła przysiąc, że przez ułamek sekundy pojawiło się w nich zmartwienie. O nią.
- Jesteś cała?- spytał odganiając od niej wszystkich zebranych na boisku.
- Bo zacznę podejrzewać, że się o mnie martwisz, Malfoy.- zadrwiła siadając powoli. Położył jej dłoń na plecach, bo wyglądała jakby zaraz miała znowu polecieć na ziemię.
- Czy to, że się martwię to coś dziwnego?
- W twoim przypadku tak.- powiedziała i wstała, czując jednak zawroty głowy i opierając się o niego.
- Kto do jasnej cholery odbił ten pieprzony Tłuczek w moim kierunku, co?- warknęła, patrząc na wszystkich zebranych Ślizgonów. Tłum się rozstąpił, odsłaniając blondwłosą dziewczynę, która stała z cwanym uśmieszkiem na twarzy. Nagle wróciły jej siły, a złość jaka w niej wybuchła odsunęła zawroty głowy. Ruszyła szybkim krokiem w stronę uczennicy.
- Ups, chyba źle wycelowałam...- powiedziała cicho młodsza Greengrass, a jej siostra siedząca na trybunach, skoczyła momentalnie, znając temperament przyjaciółki.
- Posłuchaj ty mała, obślizgła wywłoko, jeszcze raz chociaż spojrzysz na mnie w sposób, który mi się nie spodoba, a poprzestawiam ci części twarzy tak, że własna matka cię nie pozna. Nie będzie mnie interesowało kto jest twoją siostrą.- warknęła zaciskając pięści na jej stroju. Jej spojrzenie, gdyby mogło, zabiłoby dziewczynę w jednej sekundzie. Draco dopadł do blondynki i złapał ją w ramiona. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że zatacza się, a zawroty głowy wróciły. Pozwoliła poprowadzić się blondynowi do szatni.
- Zostaw mnie...- warknęła wyrywając się z jego żelaznego uścisku.
- Żebyś ją poturbowała i wyleciała ze szkoły? Albo padła na twarz, rozkwaszając sobie ten słodki nosek? Nigdy.- odparł pełnym nonszalancji głosem.
- Co cię to tak nagle zaczęło interesować?!
Nie odpowiedział.
~*~
Koszmary wróciły. Znowu rzucał się na łóżku przez dłuższą chwilę, po czym obudził się z krzykiem na ustach. Po twarzy spływały mu strużki potu, a oddech był przyspieszony. Widział Dumbledora, który z ufnością wpatrywał się w niego, kiedy rzucał zaklęcie. Czuł pustkę jaka mu wtedy towarzyszyła. Leżał ze wzrokiem utkwionym w sufit. Poczuł jak materac się ugina, a ciszę przerywa głośne mruczenie. Już nawet nie walczył ze zwierzęciem, które zajęło miejsce przy jego boku. Przyłożył dłoń do jego miękkiego futra i przejechał po nim powoli. Znowu koszmary nie wróciły.
~*~
Następny rozdział: 12.12.2015, godzina 18:00